Nasi partnerzy

  • image
  • Instal-mont
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • Autokompleks
  • image
  • image
  • image

Fotoreportaże

  • Niedziela - Dni Czchowa '2017 z Akcją Biblioteki i gościem wieczoru
  • Sobota - Dni Czchowa '2017 z gościem wieczoru
  • Piknik rodzinny w Piaskach-Drużkowie i koncert Marka Piekarczyka! - fot. red. J.Dębiec
  • III dzień Baszta Jazz Festivalu Czchów '2017 - fot. red. Joanna Dębiec
  • II dzień Baszta Jazz Festivalu - fot. red. Joanna Dębiec
  • Archiwum

Relacja z Opery dla dzieci "Śpiewająca Pippi"

red. Joanna Dębiec.

Relacja z Opery dla dzieci W dniu wczorajszym odbył się drugi zapowiadany występ Szkoły Muzycznej I stopnia w Domosławicach, tym razem w Centrum Kultury "Sokół" w Nowym Sączu. Słynną już Operę "Śpiewająca Pippi" można było wcześniej obejrzeć i wysłuchać 14. czerwca w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, a jej premiera okazała się niezapomnianym wydarzeniem muzycznym roku.

Fotoreportaż już na naszej stronie, czas na szczegółową relację.

Czteroletnia działalność Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach unaoczniła jak wielkie zapotrzebowanie na muzyczną kulturę wysoką istnieje w tej części Małopolski. Zapotrzebowanie, ale i twórczy potencjał. Skłonię się tu w stronę zaledwie 5-letniej Szkoły Muzycznej I stopnia w Domosławicach, która ma już swoje filie w kilku gminach Małopolski. Można wręcz odnieść wrażenie, że ECM rozwija się nie tylko mocą swych statutowych założeń, ale też imperatywu ludzi, którzy doskonałą dla muzyki infrastrukturę wykorzystują w 100 procentach. A może i jeszcze bardziej, gdyż 14 i 15 czerwca w lusławickiej, typowo koncertowej sali, wystawiono operę. Dzieło z założenia nie tylko muzyczne, ale też – a może przede wszystkim – sceniczne.

Utrzymane w konwencji teatralnej, wymagające zatem uczynienia z koncertowej estrady pełnoprawnej, dramatycznej sceny. Na tę okoliczność zbawienna okazała się dalekowzroczność projektantów lusławickiej sali, którzy wygospodarowali miejsce na 60-metrowy orkiestron, na co dzień ukryty pod dwoma pierwszymi rzędami siedzeń. Warto może wspomnieć, że na okazję czerwcowej opery właśnie w wykonaniu uczniów i nauczycieli Szkoły Muzycznej I stopnia w Domosławicach, orkiestron został otwarty dopiero po raz trzeci w historii Centrum.

Mnogość wyzwań techniczno-organizacyjnych sprzyjała całkiem uzasadnionym obawom o powodzenie operowego przedsięwzięcia. Ale im większe obawy – tym większa ciekawość ostatecznego efektu.

Przedmiotem pionierskiej dla Lusławic realizacji była Śpiewająca Pippi, najnowsze dzieło Renate Stivriny, łotewsko-polskiej kompozytorki młodego pokolenia, która ostatnie artystyczne szlify odebrała w krakowskiej Akademii Muzycznej, warto dodać - a uczy i realizuje swoje pasje również w domosławickiej szkole muzycznej. Literackie podłoże dała Dominika Czarnecka z Tymowej, opierając swoje libretto na motywach powieści Astrid Lindgren Pippi Langstrumpf. Około 80-minutowa opera została ujęta w zwartą, 2-częściową formę. Respekt budzi mnogość środków wykonawczych, po które sięgnęła kompozytorka: Śpiewająca Pippi to utwór, w którym – prócz solistów, chóru i orkiestry – swoje miejsce znajdują także 2 zespoły rytmiczne, duet akordeonowy, kwartet gitarowy oraz dwaj aktorzy w rolach niewokalnych. Opera Stivriny jest utrzymana w estetyce neoklasycznej. Bardzo melodyjne frazy zakomponowane zostały w brzmieniowość tonalną, podporządkowaną prostym uporządkowaniom rytmicznym. Takie założenie jest w tym przypadku w pełni uzasadnione, jako że głównym adresatem dzieła jest publiczność dziecięca.

Całość reżyserowała Dominika Czarnecka, której wizja i jej realizacja musi imponować. Przede wszystkim zespoliła ze sobą elementy tyleż liczne, co różnorodne. Z aparatu orkiestrowego wyodrębniła akordeony i gitary, świetnie implementując je do warstwy scenicznej. Dziecięce zespoły rytmiczne – element najbardziej, zdawać by się mogło, newralgiczny – zafunkcjonowały perfekcyjnie jako abstrakcyjna materia na pograniczu ruchomej scenografii czy poetyckiego symbolu.  Ponadto Czarnecka poradziła sobie z ograniczeniami lusławickiej sali, tworząc na prostej estradzie wrażenie przestrzenności i wielowymiarowości. Duża w tym zasługa postaci dwóch Łobuzów (Jacek Wojnicki i Paweł Plewa), którzy – zwykle w milczeniu, pozbawieni jakichkolwiek partii śpiewanych – niestrudzenie kontrapunktowali wydarzenia sceniczne swą pełną ruchu, abstrakcyjną obecnością.

Reżyserską wizję dobrze wspierała scenografia, stworzona przez Damiana Styrnę. Ascetyczna, w pełni funkcjonalna. Podobnie jak kostiumy Grażyny Gicali oraz rekwizyty, dobrane z dużym poczuciem smaku i bez zbędnego przepychu.

Kierownik muzyczny, Waldemar Groń, zaordynował narrację zdecydowaną, energiczną. Dał dzięki temu interpretację o dużej zwartości i ekspansywnym, acz pogodnym wyrazie. Sprostał przy tym niemałym wymaganiom kompozytorskim względem orkiestry, takim jak liczne unisono czy ambitne partie instrumentów dętych, zwłaszcza czułej intonacyjnie blachy.

Nadspodziewanie interesująca była możliwość dwukrotnego zobaczenia opery. Pokaz przedpremierowy, zorganizowany 13 czerwca z myślą o uczniach okolicznych szkół, pozwolił na poznanie dzieła w jego warstwie muzycznej, treści, przebiegu narracyjnym, zabiegach reżyserskich itd. To wówczas, jako odtwórczyni tytułowej roli, zaprezentowała się Sylwia Motak, jakby naturalnie stworzona do kreowania ekscentrycznej i dobrodusznej Pippi. Partnerująca jej Milena Bodurka (w roli Ani) również ujmowała bezpretensjonalną naturalnością, rozjaśniając scenę swoją pogodną ekspresją. Innego rodzaju wrażenia przyniosła natomiast o dzień późniejsza prapremiera. Muzyka, raz już usłyszana, absorbowała jakby mniej, ustępując percepcyjnej przestrzeni na rzecz aktorów. I w tej proporcji była Śpiewająca Pippi prawdziwą duchową ucztą. Emilia Gliździńska jako Pippi żonglowała najsubtelniejszymi odcieniami emocji, korzystając zarówno z głosu o bogatym wolumenie, jak i z plastycznego ruchu ciała, aż po mimikę, ujmującą głębią i siłą wyrazu. Jej sceniczna przyjaciółka Ania tworzyła tym razem wyraźny kontrast. Ciemnowłosa Alicja Rusin wykreowała postać o lirycznej głębi, nieco mniej ekspansywną, który to profil emocjonalny znakomicie trzymała w ryzach przez cały spektakl. W ramach tej wyraźnie ukierunkowanej poetyki była przy tym sugestywna, przejmująca, wyrazista – mocno i pozytywnie zapadając w pamięć. Osobne zdanie należy się Adrianowi Zelkowi, który w obydwu wystawieniach wcielał się w postać Tomka. I dwukrotnie pokazał olbrzymie pokłady talentu pantomimicznego, gestem i twarzą wyrażając znacznie więcej, aniżeli artykułowanym tekstem.

Wszystko co powyższe nabiera szczególnego znaczenia jeśli uświadomić sobie, iż dotyczy spektaklu wystawionego przez dzieci i młodzież, przy jedynie najkonieczniejszym wsparciu zawodowców. Dzieło tak rozbudowane i obiektywnie trudne w realizacji przygotowała Szkoła Muzyczna I St. w Domosławicach. Spektakl był nie tylko corocznym pokazem aktualnych możliwości wykonawczych domosławickiego ośrodka, ale przede wszystkim służył prezentacji dokonań wydziału wokalno-aktorskiego, eksperymentalnie działającego w szkole przez ostatnie 4 lata. Prezentacja ta wypadła imponująco. Rzeczą jasną jest, iż 3-4 lata nauki śpiewu to zaledwie podstawy. W tym jednak przypadku rokowania są bardzo optymistyczne. Natomiast głosy, znajdujące się na początku naturalnej drogi do pełnego rozkwitu, w przyjętej konwencji estetycznej okazały się być atutem.

Słabe punkty? Jasne, że można doszukiwać się ich tu czy tam... Tylko że – cytując Bogusława Schaeffera, współczesnego giganta polskiej muzyki i teatru – „przecież nie musi być doskonale. Cui bono?”

Wypada więc tylko pogratulować Organizatorom i Wykonawcom wspaniałego widowiska muzycznego.