Nasi partnerzy

  • Autokompleks
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • Instal-mont
  • image
  • image

Fotoreportaże

  • Święto Owoców u przedszkolaków w Czchowie - fot. J.Dębiec
  • Święto Pluszowego Misia w czchowskiej Bibliotece - fot. red.
  • Katarzynki w gminie Czchów - inicjatywa w ramach Projektu Ośrodki Wsparcia - fot. J.Dębiec
  • Projekt
  • Zajęcia czytelnicze o książkach i wyobraźni z dziećmi z PSP Czchów w Miejskiej Bibliotece Publicznej
  • Archiwum

PACYFIKACJA CZCHOWA 1944 – WYBRANE ZE WSPOMNIEŃ…

Administrator.

(…) chciałem napisać parę słów o pacyfikacji, która zaczęła się 1 sierpnia 1944 roku, w dzień wybuchu Powstania Warszawskiego. Były próby opisu tego koszmarnego wydarzenia w czasie wojny. Zawierają one wiele nieścisłości, wypaczeń. Autorzy tych opisów mieli jeden brak: nie byli uczestnikami tego wydarzenia. Opisywali go na podstawie relacji innych. Wiadomo jednak, że farma crescit eundo. Powodem pacyfikacji była akcja AK, przeprowadzona na Zaporze, o czym już wspomniałem. Bezpośrednio po tej akcji nie było żadnego odwetu, bo Niemcy byli wtedy w odwrocie. Kiedy się front ustabilizował koło Dębicy, pomyśleli o tym. Najpierw w Czchowie rozkwaterował się oddział przeciwlotniczy. Później zjechali Kozacy Dońscy pod dowództwem niemieckim. Przyjechali na tak licznych wozach i takimi końmi, że wszyscy się cieszyli, na co zeszła butna potęga Niemiec. Pacyfikacja zaczęła się bardzo prymitywną prowokacją. W miejscowym barze Kozacy sprzedali rewolwer Franciszkowi Nieciowi, fryzjerowi. Kiedy on go kupił, wtedy Kozak jeden do drugiego mówi: „Patrz, on ma broń”. Nieć zaczął uciekać, a kozacy za nim zaczęli strzelać. Zabili go, a ciało powiesili na jesionie, który rósł naprzeciwko domu pana Rybickiego. Otoczyli Czchów strażami, szczególnie drogi, wiodące do rynku. Tym strażom nawinął się Antoni Wyporek, kapitan wojsk polskich, który się ukrywał u pana Skarżyńskiego. Wezwany przez Kozaków, aby się zatrzymał, nie posłuchał, wtedy go zastrzelili. Była to druga ofiara pacyfikacji. Pierwszy był aresztowany burmistrz, Marcin Dycyan. Zaraz za nim aresztowali nas, dwóch księży. Staliśmy na Rynku, a oddział przeciwlotniczy strzelał ponad naszymi głowami w stronę lasu. Chcieli nas sterroryzować. Znana melodia niemiecka. Kto chciał wejść czy wyjść z Czchowa, każdego aresztowali. Aresztowanym kazali położyć się na ziemi z wyciągniętymi rękami. Było to po deszczu i musieliśmy położyć się w błocie. Po pewnym czasie dali rozkaz, by ustawić się rzędem pod murem podcienia. Rozpoczęła się rewizja. Rewizję przeprowadzał Niemiec. Przy tej rewizji bił i kradł co się dało. Na plebanii przebywał prof. Florian Wiliński z Krakowa. Jego też aresztowali. Przy rewizji Niemiec zrabował mu obrączkę ślubną, a jego samego pobił do krwi jego własną laską. Mnie zrabował zegarek i 200 złotych. Ponieważ 200 zł było za mało, to go rozgniewało do tego stopnia, że mnie pięściami okładał po głowie. Na szczęście nie miałem laski przy sobie. Koszulę we wściekłości podarł ze mnie w strzępy, a sutannę w kawałki. Mam ją po dziś dzień. Taka to była kultura niemiecka, którą się tak szczycili.

Powódź z 1934 roku i Święty Jan - CzCz maj 2010

Administrator.

Nasza ziemia bardzo często nawiedzana jest różnorodnymi kataklizmami jak, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, tornada i huragany. Klęski te omijają nasz kraj, ale za to mamy nie mniej kosztowne i tragiczne w skutkach - powodzie. Ukształtowanie terenu Polski z wysokimi górami na południu i nizinnymi terenami, opadającymi w kierunku północnym do morza powodują, że po intensywnych opadach w górach występują wody z koryt rzek i rozlewają się po rozległych dolinach. Powodzie nawiedzały nasz kraj od niepamiętnych czasów, z tą różnicą, że w czasach średniowiecznych zabudowa dolin była znikoma w stosunku do obecnych, a więc szkody były niepomiernie mniejsze. Jan Długosz opisywał powodzie w latach 1118, 1221, 1252 i największą powódź w 1270 r. Jak pisze „w dolinie rzek mogły pływać statki, a woda niosła ludzkie ciała i drewniane domy. W wysokich koronach drzew chroniły się ptaki i liczne gady.” Podobne opisy powodzi przytacza ks. Stanisław Hozjusz z Radłowa opisując powódź z 1533: „woda sięgnęła wrót kościelnych, a z prądem rzeki płynęły liczne ciała ludzkie, cały dobytek i sprzęt gospodarski.”

DUNAJEC – nad nim mieszkamy, w nim się kąpiemy, pijemy z niego wodę, stanowi więc cząstkę naszego życia. Długość rzeki wynosi 247 km, zlewnia wód 6800 km2, a średni przepływ 14 m3/s. W górnych partiach rzeka płynie wąskim korytem pomiędzy wysokimi górami i dużymi spadkami terenu.

W pierwszej połowie lipca 1934 r. w Tatrach wystąpiły opady o niespotykanym natężeniu. Podobne opady wystąpiły w dorzeczu Popradu i Łososiny. Olbrzymie masy wody pędząc w dół koryta rzeki Dunajec rozlały się po całej dolinie, zabierając wszystko, co stanowiło przeszkodę. W Czchowie woda rozlała się między górami Drużkowa i drogą Brzesko-Nowy Sącz, a w wielu miejscach ją zatopiła. Szacunkowy przepływ wody podczas powodzi w przekroju Czchowa wynosił 4200 m3/s, tj. 250 razy więcej niż normalny przepływ. Wg opowiadań naszych rodziców i innych świadków (jak w poprzednich powodziach) zalaną doliną płynęły całe domy, dobytek zwierzęcy i gigantyczne drzewa powyrywane z korzeniami. Wszystkie pola z niezebranymi zbożami i płodami zostały doszczętnie zniszczone i zalane często kilkumetrową warstwą namułów rzecznych. Z naszego zalanego domu, osoby starsze i dzieci wywożono łódkami; ja miałem niecały rok i nic z tej pierwszej podróży nie pamiętam. Straty z powodzi zostały oszacowane na 12 mln $. Unikalne fotografie z powodzi przedstawiają nasz dom zalany wodą powyżej okien, dom pp.Skrzelowskich i drogę Drużków-Czchów.

Po tej gigantycznej powodzi rząd powrócił do koncepcji budowy zapory w Rożnowie wg pomysłu prof. Karola Pomianowskiego. Projekt zapory wykonano w latach 1920-1930 w biurze Dróg Wodnych Ministerstwa Komunikacji, ale realizację budowy odłożono na skutek kryzysu gospodarczego. Do budowy przystąpiono w 1935 r., a wykonawcą była spółka polsko-francuska. Dyrektorem budowy został inż. Ziemowit Śliwiński. Równocześnie z budową zbiornika rożnowskiego opracowano projekt budowy zapory w Czchowie. Budowa trwała od 1938 do 1948 roku. Montaż turbin ukończono w 1958 r. Celem zbiornika czchowskiego nie jest magazynowanie wody powodziowej, a jedynie wyrównywanie przepływów na dolnym Dunajcu i Wiśle. W praktyce nie zdaje to egzaminu, bo pojemność zbiornika jest za mała. Nadmienię, że biuro projektów “Hydroprojekt” w Krakowie opracowało koncepcję budowy zbiornika “Czchów 2”. Miała powstać w przekroju “Głowaczka” i baszta w Czchowie – wysoka na 75 m zapora ziemna. Woda w zbiorniku zatopiłaby całkowicie istniejącą zaporę, a cofka wody sięgałaby do elektrowni w Rożnowie, na rzece Łososinie do Limanowej. Nasi wybitni hydrolodzy: prof. J.Lambor i prof. Z.Kajetanowicz, przewidywali już w 1950 r. zanik opadów w Europie Środkowej i Wschodniej w najbliższym stuleciu i całkowite stepowienie tych terenów. W wyniku tych prognoz “Hydroprojekt” opracował koncepcję zapory “Zakliczyn”. Miałaby zostać w przekroju Zakliczyna wybudowana gigantyczna zapora, zalewając wodą wszystko aż do Rożnowa i “Góry Tymowskiej”. Napełnienie zbiornika trwałoby kilka lat, a wody wystarczyłoby na zasilanie całej doliny Wisły. Zmiana ustroju w Polsce i inne priorytety gospodarcze odsunęły te projekty w daleką przyszłość, ale na pewno nasze prawnuki do tych koncepcji powrócą.

Wybudowanie zbiornika rożnowskiego nie rozwiązało w dużym procencie zabezpieczenia doliny Dunajca przed powodziami i dopiero realizacja zbiornika w Czorsztynie oraz bardzo staranna gospodarka przeciwpowodziowa na zbiornikach w znacznym stopniu stanowi ochronę terenów poniżej Rożnowa. Na skutek protestów ekologów, oszczędności finansowych i apeli władz Nowego Targu, aby ograniczono podtopienia terenów podmiejskich, zaniechano koncepcję budowy “dużego Czorsztyna”. Strata wynikła z ogromnego ograniczenia pojemności zbiornika, jest nie do odrobienia i w następnych dziesięcioleciach, kiedy wystąpi znaczny deficyt wody, ciężko za to zapłacimy.

Muszę też dodać, że prowadzona za “komuny” rabunkowa eksploatacja żwiru z koryta Dunajca, pogłębiła koryto rzeki o ok. 3 m, co spowodowało, że nawet znacznie zwiększone przepływy w nim się mieszczą.

Teraz słów kilka o św. Janie, którego powódź w 1934 r. (według legendy) przyniosła nie wiadomo skąd i pozostawiła przy drodze, dziś zwanej ulicą Dworską.

Wg opowiadań naszej mamy i siostry Krystyny oraz przedłożonej fotografii z lat 30., figura św. Jana stała w tym miejscu przed powodzią, a powódź ją przewróciła. Wg dawnej legendy powtarzanej przez siostrę, figura została przywleczona przez wcześniejsze powodzie z Wiatrowic, gdyż ma wyryty herb Wiktorów, którzy zamieszkiwali w dawnych czasach wieś Wiatrowice. Jest też możliwe, że rodzina Wiktorów w tym miejscu ufundowała figurę. Logicznie rzecz biorąc, raczej nie jest możliwe, żeby woda przyniosła z Wiatrowic ważący wiele ton posąg kamienny i zostawiła go leżącego na piaszczystej ziemi. Według moich przemyśleń figura św. Jana stała tam zawsze i tylko zmieniało sie koryto Dunajca, a przed wiekami zagospodarowanie terenów było inne. Prawdopodobnie obok figury przebiegało koryto Dunajca i był tam drewniany most. Następnie powodzie zniosły most i całkowicie przesunęły koryto rzeki, a św. Jan stał tam spokojnie przez wszystkie lata i stoi na początku XXI wieku. Deszcze, mrozy i wichury niszczyły posąg i spowodowały, że po kilkuset latach figura wykonana z piaskowca straciła głowę. Upadła na ziemię i leżała tak spokojnie czekając na lepsze czasy. Wielką trudnością było przymocować posągowi głowę bez specjalistycznego sprzętu. W tym czasie jakiś miejscowy kolekcjoner zabrał ją sobie – ważyła tylko kilka kilogramów. Zrobiła sie wielka draka i prawdopodobnie Święty nie miałby głowy, gdyby nie interwencja przewielebnego księdza proboszcza, który zagroził piekłem panu kolekcjonerowi, jeśli głowy nie odda. Głowę odniesiono pod osłoną nocy na miejsce świętokradztwa.

Po tym wypadku, na skutek starań władz kościelnych i gminnych, konserwator zabytków dokonał rekonstrukcji posągu. Figura ma dawny, piękny kształt, jasny kolor i stoi na dawnym miejscu. My wszyscy mieszkańcy ul. Dworskiej i okolic, jesteśmy bardzo przywiązani do św. Jana. Zawsze, od najdawniejszych lat, zarówno młodzi, jak i starzy, wychodząc na spacer wieczorny lub w księżycową noc, mówili: idziemy do Świętego Jana.

Oprócz niewątpliwych zasług wszystkich świętych Janów, nasz, odkąd patrzy na drogę (dawniej patrzył na Dunajec), ma wielką zasługę w pilnowaniu naszej wąziuteńkiej uliczki. Mimo dużego ruchu samochodowego i motocyklowego, nie było żadnego wypadku. My nigdy nie oddamy Świętego, aby pilnował drogi Brzesko-Nowy Sącz. Na pewno byłoby mniej wypadków, a Wojtek Goryca nie miałby w ogrodzie 8 rozbitych samochodów. Święty Jan podpowiada, aby na drodze pod basztą, przy zainstalowanych mrugających światłach, ustawić FOTORADAR. Gmina nie ma pieniędzy, ale gdyby prywatny inwestor w spółce z gminą np. taki radar ustawił, na pewno inwestycja zwróci się bardzo szybko. Wydaje się trochę dziwne, że zainwestowano dużo pieniędzy w sygnalizację świetlną, a nikomu nie przyjdzie do głowy wyciąganie konsekwencji od kierowców, nagminnie łamiących przepisy. Tam pomimo namalowanych pasów i mrugających świateł, prawie nikt z kierowców nie zwalnia, a przejście pieszych przez drogę graniczy z cudem. Proszę też spróbować wyjechać z parkingu pod cmentarzem na główną drogę w kierunku Brzeska lub Sącza.

Nie bójmy się powodzi, ale kierowców nie przestrzegających przepisów drogowych.

Apel Świętego Jana i wszystkich innych świętych: kierowcy PRZYCHAMUJCIE, a będziemy rzadziej skręcać na cmentarz.

Marian Skarżyński

KIEDY SŁOWO “KATYŃ” POJAWIŁO SIĘ W PODRĘCZNIKU HISTORII? - CzCz maj 2010

Administrator.

Czytelnicy “Głosu Nauczycielskiego” mogli znaleźć odpowiedź na wyżej postawione pytanie w numerze 15 z 14 kwietnia 2010 r. W tymże numerze Głosu Nauczycielskiego jest artykuł pt. “Dzieje pewnej książki”. Jego autor to Bolesław Faron – Minister Oświaty i Wychowania w latach 1980-85.

B.Faron wspomina, że w styczniu 1982 roku Andrzej Leszek Szczęśniak złożył mu napisany przez siebie tekst podręcznika “Polska i świat naszego wieku”, który po pozytywnych recenzjach został wydany w 1984 roku jako książka pomocnicza dla klasy ósmej szkoły podstawowej. W I wydaniu podręcznika na stronie 228 przedstawiona jest informacja o Katyniu następująca:

“W kwietniu 1943 roku Niemcy ogłosili światu, iż w miejscowości Katyń koło Smoleńska znajdują się groby masowe oficerów polskich z kampanii wrześniowej, internowanych przez Armię Czerwoną po 17 września 1939 roku i oskarżyli ZSRR o dokonanie tego czynu. Rząd radziecki kategorycznie odrzucił ten zarzut i stwierdził, że mordu na polskich oficerach dokonali hitlerowcy. Rząd Sikorskiego podjął w tej sprawie decyzję powierzenia badań Międzynarodowemu Czerwonemu Krzyżowi. To samo przedtem uczynili Niemcy. W związku z tym rząd ZSRR sformułował bardzo ostre zarzuty pod adresem rządu polskiego, któremu wytknął współdziałanie i spisek z Hitlerem. 25 kwietnia 1943 roku rząd ZSRR jednostronnie zawiesił stosunki dyplomatyczne z rządem polskim w Londynie.”

Należy zauważyć, że ta wzmianka o Katyniu w podręczniku A.L. Szczęśniaka i zatwierdzenie podręcznika przez B.Farona do użytku, było aktem odwagi na tamte czasy.

A kiedy “Głos Nauczycielski” poruszył temat Katynia?

Na łamach “Głosu Nauczycielskiego” w numerze 14 z 2 kwietnia 1989 r. redakcja zamieściła “Apel o uzupełnienie listy katyńskiej”. Wystąpił z nim inż.Jędrzej Tucholski, późniejszy autor pracy pt. “Mord w Katyniu. Kozielsk-Ostaszków-Starobielsk. Lista ofiar.” /Warszawa 1991/. Redakcja GN opublikowała w numerach 16 i 17 z kwietnia 1989 r. listę 289 nauczycieli i naukowców, oficerów rezerwy wojska polskiego, zamordowanych w Katyniu. Opracował ją Ryszard Sęk – współpracownik prof. Mariana Walczaka (Prezesa Zarządu Głównego ZNP w latach 1964-72). Marian Walczak to historyk i autor pracy pt. “Działalność oświatowa i martyrologia nauczycielstwa polskiego w latach 1939-45”.

Wspomniany wyżej Ryszard Sęk sporządził nauczycielską listę katyńską z zastrzeżeniami, że nie jest ona pełna i zawiera liczne braki. Dlatego redakcja GN prosiła czytelników o wszelkie korekty dotychczasowych ustaleń, poprawki nieścisłości.

W numerze 28 GN z 9 lipca 1989 roku zamieszczono dodatkową “Listę ofiar nauczycieli zamordowanych przez NKWD w Katyniu”. Zawierała 36 nazwisk, które zgłosili w swych listach czytelnicy. Wiadomo, że lista katyńska jest wciąż niepełna. Może dowiemy się o kimś z tzw. “listy białoruskiej”.

Jest to streszczenie artykułu Witolda Salańskiego z 15 numeru “Głosu Nauczycielskiego” z 14 kwietnia 2010 r. pt. “Lista katyńska w Głosie”.


Art. oprac. dla Czasu Czchowa Władysława Gowin - Prezes Oddziału ZNP w Czchowie

O GRUNWALDZIE INACZEJ

Administrator.

15 lipca minęła okrągła, bardzo ważna dla Polaków data historyczna. 600 lat temu na polach pod Grunwaldem odbyła się ostatnia i największa bitwa rycerska średniowiecznej Europy. Ponieważ polskie media poświęcają tej rocznicy sporo miejsca, a przeciętnego Polaka w tej materii edukował najpierw Henryk Sienkiewicz, a od 1960 roku nakręcony na podstawie jego powieści film "Krzyżacy" w reżyserii Aleksandra Forda, nie będę powielał powszechnie znanych tekstów na ten temat. Tak nawiasem pisząc, pomysł napisania powieści z czasów krzyżackich narodził się w wyobraźni Henryka Sienkiewicza w roku 1865, kiedy to pisarz zatrudniony jako guwerner w Poświętnem, rozpoczął pracę nad szkicem historycznym Spytka z Melsztyna. Nie ma w tym nic zaskakującego zważywszy, że niektóre źródła historyczne to właśnie Spytkowi z Melsztyna przypisują faktyczne dowodzenie polskimi wojskami pod Grunwaldem. Nie o samej bitwie chciałbym pisać, bo o niej znajdziecie w tych dniach wiele informacji.

JUBILEUSZ CZCHOWSKIEGO HEJNAŁU

Administrator.

JUBILEUSZ CZCHOWSKIEGO HEJNAŁU11 lipca 2000 roku po raz pierwszy z czchowskiej wieży został odegrany HEJNAŁ. To już 10 lat, jak panowie: Stanisław Piotrowski i Józef Kozdrój w niedziele i święta kontynuują ten zwyczaj.

W maju 2000 roku siostra Maria Filipowska skomponowała czchowski hejnał, a podczas uroczystego otwarcia punktu widokowego na baszcie został po raz pierwszy odegrany.

Czchowski hejnał można usłyszeć od 1 maja do 31 października – w niedziele i święta – o godz. 12.00, a także 1 i 11 listopada. Jest on nie tylko atrakcją turystyczną, ale również momentem zatrzymania się i zastanowienia.