Nasi partnerzy

  • image
  • image
  • image
  • image
  • Autokompleks
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • Instal-mont
  • image

Fotoreportaże

  • Niedziela - Dni Czchowa '2017 z Akcją Biblioteki i gościem wieczoru
  • Sobota - Dni Czchowa '2017 z gościem wieczoru
  • Piknik rodzinny w Piaskach-Drużkowie i koncert Marka Piekarczyka! - fot. red. J.Dębiec
  • III dzień Baszta Jazz Festivalu Czchów '2017 - fot. red. Joanna Dębiec
  • II dzień Baszta Jazz Festivalu - fot. red. Joanna Dębiec
  • Archiwum

MISTRZ DYPLOMACJI - o pułkowniku Jerzym Jankowskim inaczej…

red. Joanna Dębiec.

MISTRZ DYPLOMACJI - o pułkowniku Jerzym Jankowskim inaczej…Pułkownik Jerzy Jankowski, polski narodowy przedstawiciel wojskowy przy Naczelnym Dowództwie Sił Sojuszniczych NATO w Europie (Suprema Headquarters Allied Powers Europe - SHAPE) w miejscowości Mons (Belgia) zdobył prestiżową nagrodę wojskową Buzdygana 2013 – „za aktywność, ciężką pracę i niezwykłe zaangażowanie w roli ambasadora polskich sił zbrojnych, łączącego etos przedwojennego oficera z atrybutami nowoczesnego żołnierza” – napisał peryskop czasopisma „Polska Zbrojna” w numerze kwietniowym bieżącego roku.

„Czas Czchowa” towarzyszył tym wydarzeniom, gdyż pułkownik Jerzy Jankowski jest nie tylko mieszkańcem Czchowa, ale uczestniczy już od kilku lat w życiu naszej społeczności, promując region, ludzi, których tu poznał i nasze lokalne inicjatywy na zewnątrz. Chociaż jest żołnierzem, to jednak nie ogranicza się tylko to popularyzowania naszego miasta w środowisku wojskowym, ale również wśród licznej rzeszy znajomych nie tylko w Polsce, ale także za granicą, m.in. w kanadyjskim Toronto, czy stolicy Europy, belgijskiej Brukseli. Od jakiegoś więc czasu przewija się na naszych łamach jego postać, a to przy okazji pozyskiwania środków na akcję Miejskiej Biblioteki Publicznej, czy zabawek dla czchowskich przedszkolaków, a ostatnio przy okazji organizacji Baszta Jazz Festivalu, na który udało mu się do Czchowa ściągnąć profesjonalny zespół wojskowy, reprezentujący Sojusz Północnoatlantycki, a składający się z najlepszych muzyków wojskowych z USA i innych krajów NATO.

Tym razem na naszych łamach o pułkowniku Jerzym Jankowskim nieco inaczej.

Już od najmłodszych lat marzył, żeby zostać żołnierzem, a dokładniej pancerniakiem – opowiada o sobie podczas wywiadu… - „Jestem z pokolenia widzów Czterech pancernych i to właśnie czołgi obdarzyłem szczególnym sentymentem, a służba w czołgach stała się moim dążeniem”. Los jednak sprawił, że dziś, zamiast kombinezonu czołgisty, wkłada wyjściowy mundur i zasiada nie w „Leopardzie”, a na wojskowych spotkaniach w NATO-wskim dowództwie jako „ambasador” polskich sił zbrojnych.

„Łączy w sobie najlepsze cechy tworzące etos przedwojennego oficera z atrybutami nowoczesnego żołnierza” - napisano w jednym z uzasadnień zgłoszenia pułkownika Jankowskiego do nagrody Buzdygana. Jak sam mówi, czuje się bardzo związany z mundurem, do czego być może przyczyniły się także wojskowe tradycje rodzinne i szacunek, z jakim w rodzinie traktowano mundur. Bezwzględnie, do wojska poszedłem z zamiłowania i z chęci przeżycia wyjątkowej przygody– mówi.

Ale po kolei. Po liceum młodziutki Jerzy Jankowski wybiera, zgodnie z marzeniem z dzieciństwa, Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Pancernych w Poznaniu. Służy na różnych stanowiskach – w 16 Pułku Czołgów Średnich, 7 Brygadzie Obrony Wybrzeża w Słupsku oraz w dowództwie 8 Dywizji Obrony Wybrzeża w Koszalinie. Czołgi są jego pasją, którą przekazuje swoim żołnierzom. Służba w wojskach pancernych, to służba w polu, częste poligony i udział w licznych ćwiczeniach. Po ponad 10 latach, spędzonych w tzw. „linii” czekają na niego jednak zupełnie inne zadania. W 2000 roku, ze względu na dobrą znajomość języka angielskiego, jako jeden z pierwszych polskich żołnierzy zostaje wyznaczony do służby w NATO, w Dowództwie Połączonych Sił Sojuszniczych NATO w holenderskim Brunssum, gdzie służy jako starszy oficer. Po powrocie do kraju, w 2003 roku, trafia do Oddziału Planowania Operacyjnego w Generalnym Zarządzie Operacyjnym Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w Warszawie, służy tam do 2006 roku, skąd ponownie zostaje wyznaczony do pełnienia służby w strukturze Polskiego Przedstawicielstwa Wojskowego przy Komitetach Wojskowych NATO i UE w kwaterze głównej NATO w Brukseli. Tu pracuje prawie trzy lata jako starszy specjalista ds. wojsk lądowych i planowania operacyjnego.

W 2009 roku przeprowadza się ponownie do Warszawy obejmując stanowisko szefa Sekretariatu Podsekretarza Stanu do spraw Uzbrojenia i Modernizacji w Ministerstwie Obrony Narodowej, najpierw u ministra Zenona Kosiniak-Kamysza, a następnie Marcina Idzika. „To była arcyciekawa praca – wspomina Jerzy Jankowski – pierwszy raz miałem okazję spotkać się ze skomplikowanymi zagadnieniami modernizacji sił zbrojnych i polityką zbrojeniową. Wiele się w tym czasie nauczyłem.”

Dwa lata później, jako czwarty w historii oficer z Polski, dostaje się na kanadyjskie podyplomowe studia polityki obronnej w Toronto. To odpowiednik naszych studiów „generalskich”, jednak dających możliwość spojrzenia na zagadnienia bezpieczeństwa z dużo szerszej, amerykańskiej perspektywy.Ta wiedza przydaje się już po roku, gdy obejmuje stanowisko polskiego narodowego przedstawiciela wojskowego przy Naczelnym Dowództwie Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE) w Mons w Belgii, czyli staje się łącznikiem między polskimi siłami zbrojnymi z szefem Sztabu Generalnego WP na czele, któremu bezpośrednio podlega, a SHAPE i innymi instytucjami NATO w Europie. Oprócz najważniejszych zadań, związanych z negocjowaniem, monitorowaniem i nadzorowaniem przygotowania i użycia naszych wojsk w natowskich operacjach, dba o polskie interesy narodowe, ale nie zapomina również o promocji kraju (w tym i samego Czchowa) i sił zbrojnych na arenie międzynarodowej oraz wśród Polonii poza granicami kraju.

Pułkownik – jednocześnie wojskowy i dyplomata – umiejętnie godzi te dwie role. Zarówno szefowie instytucji resortu obrony narodowej, jak i podwładni pułkownika podkreślają, że mimo natłoku obowiązków oficer nie zapomina o żołnierzach, a nadzoruje służbę wszystkich polskich żołnierzy służących w Europie, w strukturach podlegających dowództwu SHAPE – w sumie ponad 300 osób.

Tak o nim piszą, wypowiadają się współpracownicy, wojskowi, a jak my go znamy? Jako człowieka, skromnego, bardzo pogodnego i ciepłego. Zaskoczył swoim zaangażowaniem się w nasze małe inicjatywy, wynosząc je do rangi wydarzeń niemal o zasięgu międzynarodowym. O Czchowie i akcji ”Kup Książkę dla Biblioteki” opowiedział po raz pierwszy w 2006 roku w Brukseli, znają ją w NATO… . Polskie Przedstawicielstwo Wojskowe przy Komitetach Wojskowych NATO i UE w Brukseli oraz Agencja Mienia Wojskowego wówczas dołączyły do grona sponsorów Akcji, do dziś gdziekolwiek jest pułkownik Jankowski, tam promuje nasze inicjatywy, Czchów - „cudowne miejsce i wyjątkowych ludzi”, jak sam mówi. W Kwaterze Głównej NATO, Szkole Polskiej w Brukseli oraz wśród Polaków, mieszkających w Belgii zorganizował akcję zbierania zabawek dla przedszkola publicznego w Czchowie. Na jego apel odpowiedziało tyle osób, że zabawki trzeba było zwozić do Polski przez pół roku i do dziś służą maluchom. Nadal w jego gabinecie stoi skarbonka z herbem Czchowa, przeznaczona na datki na książki, mówią podwładni.

Chyba nie trzeba dodawać wiele więcej, cieszy fakt, że nasza społeczność mogła włączyć się w poparcie dla nominacji pułkownika do nagrody „Polski Zbrojnej” – Buzdygana 2013 i tym razem coś zrobić dla niego.

Zapytaliśmy o wrażenia, gdy otrzymał samą nominację. - To było dla mnie duże zaskoczenie, kiedy zobaczyłem, w jakim gronie kandydatów do tegorocznego Buzdygana internautów się znalazłem, liczyłem po cichu na trzecie miejsce, ale nigdy na zwycięstwo – odpowiada szczerze. Jak się potem okazało, głosowali na niego mieszkańcy gminy Czchów z burmistrzem na czele, oczywiście Biblioteka i zaprzyjaźnione instytucje, Ochotnicza Straż Pożarna i Policja, a także Polonia belgijska i kanadyjska. Duże wsparcie dostał ze strony przedstawicielstw dyplomatycznych, przedstawicielstw krajów akredytowanych przy SHAPE, a także z wielu jednostek, dowództw i instytucji MON w kraju. To były tysiące głosów, które przebiły cały Batalion Strzelców Konnych Wielkopolskich, co wydawało się niemożliwe.

– po godzinach służbowych i w weekendy nie nadążałem z odpisywaniem na e-maile oraz SMS-y z poparciem, bardzo dziękuję wszystkim, dzięki którym zdobyłem tą prestiżową nagrodę wojskową. Dodam, że jest to jedna z najbardziej pożądanych nagród w siłach zbrojnych. Już od 20 lat osoby zasłużone dla wojska wyróżniane są posrebrzaną repliką XVI-wiecznej oznaki godności oficerskiej.

Jest jeszcze jeden temat, który pojawił się przy okazji tegorocznego Baszta Jazz Festivalu. Dzięki Pułkownikowi Jankowskiemu na czchowskich scenach, w kilku miejscach wystąpił międzynarodowy zespół wojskowy… . Poprosiliśmy o kilka słów o samym zespole i pomyśle, jaki udało się u nas wcielić w życie. „Pomysł, tak jak każdy inny zrodził się nagle” – opowiada pułkownik Jankowski – „po prostu przy okazji udziału w jednym z występów zespołu w Belgii pomyślałem, że świetnie byłoby zaprosić go do udziału w Baszta Jazz Festival. Reszta poszła już gładko i dzięki zaangażowaniu burmistrza, pana Marka Chudoby, sekretarza gminy, pana Jarosława Gurgula oraz dyrektorki MOK, pani Elżbiety Ogieli, w lipcu bieżącego roku wszyscy mogliśmy się dobrze bawić przy muzyce profesjonalnego SHAPE Bandu na czchowskim rynku i nad jeziorem czchowskim”.

Joanna Dębiec

 

GOŁĘBIA PASJA KAZIMIERZA GURGULA

Administrator.

GOŁĘBIA PASJA KAZIMIERZA GURGULA


Gołąb pocztowy Kazimierza Gurgula z oddziału Brzesko zajął drugie miejsce w klasie „SPORT- E” - Maratonu w Polsce. Pod koniec stycznia br. na XXXIII Światowej Wystawie Gołębi Pocztowych w Nitrze na Słowacji ten sam gołąb uplasował się na 6 miejscu na świecie w klasie „SPORT-E” w lotach długodystansowych (obejmujących 4 wyścigi ponad 700 km)! Prawdziwy Champion. Gratulujemy hodowcy i trenerowi gołębi pocztowych z Czchowa – Kazimierzowi Gurgulowi wspaniałego „Lotnika”.

Czym jest gołąb sportowy? Chodzi o specjalny gatunek gołębia pocztowego, którego hodowla i lotowanie mają niezwykle bogatą tradycję. To zupełnie odrębna rasa tego ptaka, pochodzącego od gołębia skalnego. Wszystko zaczęło się w Belgii w XIX wieku, gdzie do dziś hodowla gołębi pocztowych jest dla niektórych osób bardzo dochodowym zajęciem. W XX wieku gołębie pocztowe "służyły" w wojsku, szczególnie podczas I wojny światowej, przenosząc wiadomości. W czasie II wojny światowej po ataku Niemiec na Polskę, władze okupacyjne nakazały likwidację wszystkich hodowli gołębi pocztowych, obawiając się, że ptaki będą przenosić meldunki.

Gołąb leci z prędkością mniej więcej 60 km/h, choć zdarza się prawdziwe bicie rekordów szybkości, gołąb pocztowy Kazimierza Gurgula z Czchowa osiągając swoje ostatnie sukcesy musiał pokonać prawdziwie długi, niemal morderczy dystans – ponad 700 km, ze średnią prędkością blisko 100 km na godz. Żeby zrozumieć o co chodzi w hodowli i sportowym trenowaniu tzw. „lotników”, redakcja przygotowała dla Czytelników Czasu Czchowa szerszy materiał na ten temat.

Wciąż tajemnicą jest, w jaki sposób gołębie pocztowe potrafią z zupełnie nieznanego sobie miejsca powrócić do domu. Przeszkodą dla nich są drapieżniki, które uważają gołębie pocztowe za wyjątkowy przysmak. Jastrząb może pogardzić zwykłym dachowcem, które widujemy na co dzień. Natomiast nigdy nie przepuści okazji skonsumowania wytrenowanego gołębia sportowego. Poza tym na gołębie czyha wiele innych problemów, jak niesprzyjająca aura, silny wiatr czy ukształtowanie terenu. Czasami zdarza się, że wyczerpany podróżą gołąb zdycha po powrocie lub wraca do domu... pieszo. Nieprzypadkowo często Polacy goszczą w ojczyźnie hodowli i lotowania gołębi, czyli Belgii. Tam niemal wszędzie hoduje się te ptaki. Cena za prawdziwego mistrza lotowania może dojść nawet do 200 tysięcy euro! Pan Kazimierz zdradził nam, że miał już propozycję sprzedaży swojego Mistrza, oczywiście również w grę wchodziły tysiące euro, ale taki nabytek dla prawdziwego hodowcy to skarb bezcenny i sprzedaż nie wchodzi w grę.

Dlatego niektórzy hodowcy na Zachodzie przeszli na... zawodowstwo. Szczególnie zainteresowani skupowaniem mistrzowskich ptaków są Chińczycy. W Państwie Środka trwa obecnie prawdziwy boom na gołębie sportowe. Tym bardziej, że niektóre zawody z udziałem gołębi pocztowych to prawdziwa żyła złota. Ostatnio w Republice Południowej Afryki odbyła się impreza, w której główną nagrodą był milion dolarów!

W jaki sposób dociera się na zawody lub miejsca odlotu? Wszystko zaczyna się od załadowania ptaków do specjalistycznych kabin, w których każdy ptak ma przypisaną sobie przestrzeń. Kabiny z gołębiami jadą do miejsca przeznaczenia, z którego zostaną wypuszczone na lot. W zależności od wieku i doświadczenia, gołębie mają do pokonania kilkaset bądź więcej kilometrów. Są specjalnie zaobrączkowane, dzięki czemu siadając na antenie w miejscu przeznaczenia, rejestrują się w systemie zliczającym czas. Pan Kazimierz ma specjalne urządzenie, na którym ma możliwość obserwowania drogi lotu swojego gołębia. Na początku lotu ptaki lecą w zespołach, które w miarę zbliżania się do domów są rozrywane na silniejsze i słabsze podgrupy. Najlepsze gołębie potrafią oderwać się od "peletonu" na kilkadziesiąt kilometrów przed celem i w ten sposób wygrać, niczym długodystansowiec w maratonie.

Sportowe gołębie są specjalnie szkolone. Samo parowanie samca i samicy ma na celu przekazanie jak najlepszych genów. A odpowiedni rodzice to połowa sukcesu w przypadku hodowli i przyszłego lotowania młodego gołębia. Ptaki są dwa razy dziennie wypuszczane i wówczas "kołują" nad domem, co zapewne niejeden z nas widział. Jest to taki swoisty trening. Ptak trenuje odpowiednie partie mięśni, które nie mogą go zawieść podczas lotu na dystansie kilkuset kilometrów. Ponadto, co może zabrzmi zabawnie, gołębie przechodzą specjalne badania antydopingowe, gdyż niektórzy hodowcy są tak bardzo nastawieni na wygraną, że "faszerują" ptaki niedozwolonymi środkami. Dokładnie takimi samymi, jakie zażywają ludzie, tylko w znacznie mniejszych ilościach.

"Kariera" gołębia sportowego to okres czterech do pięciu lat. Najmłodsze gołębie, mające poniżej roku, trenują przez dziesięć tygodni od sierpnia do końca września. Natomiast te bardziej doświadczone są wysyłane na loty od maja do końca lipca. Jesień i zima to czas wystaw. W czasie jednej z nich w hali w Katowicach doszło do pamiętnej katastrofy budowlanej, w efekcie której zginęło wielu hodowców. Kazimierz Gurgul wspomina z drżeniem serca to wydarzenie, wyszedł wcześniej, żeby obejrzeć skoki Małysza i tylko to uratowało mu życie. Kolega, który obok wystawiał swoje gołębie, nie miał tyle szczęścia, zginął pod zwalonym dachem hali wystawowej. –Można powiedzieć, że Małysz uratował mi życie, wspomina jeszcze dziś z emocjami Kazimierz Gurgul.

Wróćmy do ciekawostek dotyczących gołębi pocztowych, tzw. „lotników”. Gołąb sportowy, który ukończy piąty rok życia, zostaje reproduktorem. Po dziesiątym roku życia ptak jest bezpłodny i wówczas przechodzi na prawdziwą "sportową emeryturę". Zdarzają się ptaki dożywające nawet dwudziestu lat i te trzymane są przez hodowców przede wszystkim ze względu na sentyment, jakim hodowcy darzą swoich podopiecznych.

Hodowla gołębi pocztowych wymaga sporych nakładów finansowych. Pan Kazimierz zdradza, że utrzymanie teraz sportowego gołębia to koszt ok. 10 tys. na rok. To właśnie koszty oraz konieczność włożenia sporej pracy i… ogromna wytrwałość, cierpliwość, cechy, które podkreśla jako niezbędne, by być prawdziwym hodowcą - nasz rozmówca, zniechęcają młodych. Twierdzi, że na efekty czeka się czasem latami, nie ma w tym sporcie miejsca dla „szybkich”, niecierpliwych i łasych na zysk.

Nie można ukrywać faktu, iż tradycja hodowli gołębi pocztowych zmienia swój charakter, staje się drogim hobby dla wytrwałych, prawdziwych pasjonatów – na całe życie. Pan Kazimierz podkreśla, że gołębie są najważniejsze w jego życiu, potem długo długo nic, potem dzieci i żona – dodaje śmiejąc się. Chociaż za chwilę wtrąca, że z żoną lubią siadać i patrzeć na swoje gołębie, czekać na przylot wychowanka, obserwować te mądre ptaki i ich zwyczaje. Można tak odpocząć, wyłączyć się, mieć swój świat. Mimo, że hodowla i lotowanie sportowych gołębi staje się elitarnym sportem, nie ma się źle i nie trzeba życzyć hodowcom przetrwania, skoro po latach oczekiwania, wytrwałości, trenowania, gołąb pocztowy Kazimierza Gurgula z Czchowa zostaje wicemistrzem Polski i nrem 6. na świecie w lotach długodystansowych. Trzeba życzyć dalszych sukcesów. A ptakom tylu powrotów, ilu startów…

Przygotowała red. J.Dębiec

Publikacja w: Czas Czchowa nr styczeń 2013