Nasi partnerzy

  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • Instal-mont
  • Autokompleks
  • image
  • image
  • image
  • image

Fotoreportaże

  • Gimnazjaliści piszą testy - fot. J.Dębiec
  • Dzień o bezpieczeństwie - konkursy, symulacje, testy, pokazy, wykład dla młodzieży - ZSP Czchów - fot. J.Dębiec
  • Pełen emocji spektakl Św. Franciszek w wykonaniu czchowskiego teatru amatorskiego - fot. red. J.Dębiec
  • Gminny Konkurs Recytatorski poezji Juliana Tuwima - fot. J.Dębiec
  • Święto Wiosny w SOSW w Złotej - spotkanie autorskie z B.Kołodziej i kolorowy, skarpetkowy Światowy Dzień Zespołu Downa - fot. J.Dębiec
  • Archiwum

WSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z Czchowa

Administrator.

WSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z Czchowa
 

Jeśli zatem będę wiernie dotrzymywał tej przysięgi i nie naruszał jej, niech damy mi będzie owoc życia i sztuki, i sława u wszystkich ludzi po wsze czasy” ( z Przysięgi Hipokratesa).

 

Była zima, solidna i mroźna. Miałem wtedy kilka lat, dużo czasu spędzałem u dziadków w Czchowie; zdarzyło się, że zachorowałem. Mocno już przeziębiony leżałem w łóżku z wysoką gorączką, chyba nawet majaczyłem. Bliscy, zaniepokojeni o moje zdrowie, posłali po lekarza – naszego sąsiada, którym był Józef Goryca. Pojawił się, jak zwykle zresztą w takich sytuacjach, niezwłocznie, jak tylko mógł najszybciej. Doktor wszedł do pokoju. Miał na sobie kożuch z wielkim kołnierzem, dźwigał dużą, czarną torbę lekarską. Przyniósł ze sobą z pola mróz, w momencie powiało świeżym powietrzem. Troskliwie pochylił się nade mną, dotknął zimną, ale dziwnie przyjemną ręką rozpalonego czoła, kazał pokazać język, zajrzał do gardła. Sięgnął po chwili do owej czarnej torby, z której wyjął stetoskop – lodowaty. Zanim zaczął mnie obsłuchiwać, pocierał go o rękaw, chuchał, aby choć trochę podnieść jego temperaturę. Był niezwykle delikatny i cały czas się uśmiechał, uśmiechały się też jego oczy. Tym swoim uśmiechem i troskliwością już leczył, uspokajał, może jakoś nawet hipnotyzował...  Nie ma w Czchowie i w okolicy domu, rodziny, w której nie przechowały się takie wspomnienia. Nie chodziło się przecież do lekarza, ale go Gorycy. Jego postać, jego nazwisko połączyły się trwale w naszej świadomości z rolą, jaką przyszło mu przez dziesięciolecia wypełniać.

 

            W tym roku minęło 25 lat od śmierci doktora Józefa Gorycy – czchowianina, lekarza, żołnierza września 1939 i Armii Krajowej. Warto, jestem o tym święcie przekonany, przypomnieć tego wspaniałego człowieka, choć wiem, że żyje on wciąż w sercach i wdzięcznej pamięci wielu ludzi, który przychodzili do niego, nieraz z daleka, po pomoc i poradę. Trzeba to zrobić także po to, aby opowiedzieć o Nim tym, którzy przyszli na świat już po jego odejściu. Jest On bowiem jedną z ważniejszych postaci w historii naszego miasta, postacią, o której powinniśmy pamiętać, i którą możemy stawiać za wzór jako człowieka, obywatela i lekarza.

            Był – jak już zaznaczyłem – naszym sąsiadem, stąd miałem okazję spotykać go nie tylko podczas lekarskich wizyt. Interesowałem się historią, wypytywałem go o dawne dzieje, a on chętnie opowiadał. Jako student medycyny, czwartego czy piątego już roku, w 1939 roku został zmobilizowany. Zawędrował ze swoim oddziałem aż pod Kock, skąd wrócił do domu pieszo. Podczas wojny uczestniczył w konspiracji, a po jej zakończeniu ścigany był przez nową władzę, ukrywał się na Dolnym Śląsku. W końcu, po jakimś czasie mógł wrócić do Czchowa, gdzie spędził resztę życia. O swoich przygodach mówił z uśmiechem; podzielił po prostu doświadczenie swojego pokolenia, nie domagał się z tego tytułu żadnych honorów i zadośćuczynień. Spełnił obowiązek. 

            Pracował w ośrodku, był lekarzem okręgowym, prowadził też prywatną praktykę. Szybko zdobył sobie zaufanie i popularność. Był lekarzem starej szkoły – świetnie przygotowanym do zawodu, ale też nieustannie się dokształcającym. Bywało, że nad wypisaną przez niego receptą kiwali głowami profesorowie w Krakowie, dziwiąc się, skąd wiejski lekarz zna najnowsze specyfiki, które jeszcze dobrze nie weszły na rynek. Sam pamiętam takie zdarzenie. Leczył wszelkie dolegliwości, odbierał porody, składał połamane kości, jak trzeba - wyrywał zęby. Kiedy był już w podeszłym wieku, bardzo słabo widział, ale mimo to dawał radę – jego diagnozy, wydawane dosłownie po omacku, były trafne. Miał talent i intuicję, o czym było mi dane nieraz się przekonać. Od wielu słyszałem, że był wobec pacjentów bezinteresowny, gdy trzeba było, nie tylko odmawiał przyjęcia należnego mu honorarium, ale pomagał jeszcze wykupić receptę. Leczył, wspierał, radził, tłumaczył, uświadamiał i uspokajał. Był lekarzem starej szkoły, nie tylko przez swoje wszechstronne umiejętności, ale również przez wartości, jakim był wierny, i jakie wyznawał. Doktor Józef Goryca był dla mnie żywym ucieleśnieniem przysięgi Hipokratesa i etosu inteligenckiego, etosu, który poznawaliśmy w szkole poprzez twórczość Stefana Żeromskiego czy Marii Dąbrowskiej; był jak postać z ich dzieł. Równocześnie był także wierny swoim chłopskich korzeniom, w głębi duszy był przecież rolnikiem. Często zobaczyć go można było oporządzającego zwierzynę, czy przewracającego siano w polu.


            Nie zamykał się w obrębie spraw swojej profesji, ale wszechstronnymi zainteresowaniami wykraczał poza zawodową dziedzinę – dużo czytał, interesował się tym, co dzieje się na świecie; utrzymywał szerokie kontakty towarzyskie, jego dom był zawsze pełen ludzi. Dom ten tworzył wspólnie ze swoją żoną, Elżbietą – kobietą wyjątkową, nietuzinkową. Pochodziła z Kresów, ze znanej rodziny Lipińskich. Najsławniejszy przedstawiciel tej rodziny – Karol (1790-1861) był wybitnym kompozytorem, najsławniejszym polskim skrzypkiem XIX wieku; wirtuozem, który koncertował wspólnie z Paganinim. Wojenne losy rzuciły przyszłą Panią Doktorową i jej rodzinę do Czchowa. Wychowana na Podolu, w dworze ziemiańskim, przyniosła ze sobą kresową fantazję, witalność, pogodę ducha i wielką gościnność. Z opowieści mojego ojca wiem, że w tuż powojennych, niełatwych przecież czasach zbiegała się do Goryców dzieciarnia z okolicy na wspólną zabawę i poczęstunek, zawsze było coś dobrego. Lubiłem odwiedzać Panią Doktorową i ja, słuchałem jej opowieści; zanuciła też czasem jakąś tęskną dumkę ukraińską. To ona wprowadziła mnie w świat książek – pożyczała, zachęcała do lektury. Podczas któryś wakacji czytałem namiętnie kolejne tomy Trylogii, to z nią dzieliłem się pierwszymi wrażeniami z lektury, przywoływaliśmy ulubione fragmenty, postaci z Panem Zagłobą na czele. To był przecież świat jej dzieciństwa. Elżbieta i Józef stanowili parę niezwykłą, niebanalną – ogień i woda. On – uosobienie spokoju, ona – żywiołowa, dynamiczna. Uzupełniali się jednak doskonale, i – co było widać do końca ich wspólnego życia – kochali i szanowali się bardzo, byli sobą nieustanne zafascynowani.

            A czy pamiętacie rytuał wizyt u Doktora, tych poza czasem urzędowania, bywało, nocnych? Petenta obszczekiwał pierwszy pies – łańcuchowy, rzeczywiście groźny, następnie Pani Doktorowa zwracała stanowczo uwagę (eufemizm), że jest już po godzinach, że mąż śpi, bądź odpoczywa. Mimo to szła go budzić, choć bywał – jak wiem – z tego powodu nieraz bardzo niezadowolony (znów eufemizm). Nie odprawiała jednak nikogo z kwitkiem, wręcz przeciwnie; szybko objawiało się jej prawdziwe, serdeczne oblicze; potrafiła być wobec pacjentów troskliwa i opiekuńcza, okazywała nieudawane zainteresowanie. Przez wiele lat towarzyszył jej pies, drugi w całym zestawie, rezydujący już w domu – słynny Jogi, olbrzymie, czarne zwierzę, wielkości podchowanego cielaka. Kto go nie znał, a ujrzał po raz pierwszy – zamierał z przerażenia. Psina w rzeczywistości potulna była jak baranek, wesoła i skora do zabaw.

            To dawne, dla niektórych pewnie już bardzo dawne czasy. Nie ma też już takich lekarzy, inaczej wygląda życie, inaczej działa współczesna służba zdrowia. Praca lekarza wiejskiego nie jest już tym, czym była dawniej. Zawód ten jest jednak, jak zawsze, szczególny, jest powołaniem; kto chce szukać wzoru i przykładu znajdzie go w osobie doktora Józefa Gorycy. Jego pogrzeb był wielką manifestacją wdzięczności, szacunku i przywiązania. Setki ludzi ciągnęły ze wszystkich stron, aby go pożegnać. Tak wielkiego pogrzebu nigdy w Czchowie nie widziałem, bo też i mało kto na taki zasługuje. Nie miał on specjalnej oprawy, wręcz przeciwnie, choć akurat do tego nie ma potrzeby wracać, ale nie można zapomnieć. Nikt też z oficjalnych czynników, co trzeba podkreślić, tej uroczystości nie organizował, nie zwoływał – ludzie przyszli po prostu z potrzeby serca. Utkwił mi z tej uroczystości jeden, znamienny szczegół. Gdzieś w tyle, skromnie stała, nierzucająca się nikomu w oczy, starsza kobieta, której w Czchowie nie widywałem. W ręku trzymała bukiet polnych kwiatów, z oczu jej płynęły łzy. Jak się dowiedziałem, była to matka beznadziejnie chorego dziecka, gdzieś spod Zakliczyna. Doktor Goryca dziecko to, wbrew opiniom specjalistów z wojewódzkich klinik, wyleczył.

 

            Drodzy Czytelnicy „Czasu Czchowa”, Czchowianie!  Parę miesięcy temu przypomnieliśmy sylwetkę Tadeusza Wojakiewicza; w tym numerze doktora Józefa Gorycy. Myślę, że i ten tekst spotka się z życzliwym odbiorem. Jestem zdania, że nie powinniśmy na tym poprzestać. Ludzie Ci zasługują na to, aby ich w sposób godny i tradycyjny upamiętnić. Widziałbym na przykład poświęcone im tablice na Domu Strażaka, na ośrodku zdrowia, w miejscach, gdzie przez lata pracowali, w miejscach, które wiążą się ścisłe z ich działalnością. Może powinni być patronami tych instytucji, czchowskich ulic. Tak ich upamiętniając budujemy jednocześnie i umacniamy tożsamość nas jako społeczności, utrwalamy naszą wspólną historię, wskazujemy młodzieży wzorce do naśladowania. To mój pomysł, daję go pod rozwagę i deklaruję jednocześnie cegiełkę na jego realizację.

Grzegorz Nieć

WSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z CzchowaWSPOMNIENIE O… Józefie Gorycy – lekarzu z Czchowa